Dialogi przy drzwiach

W tym momencie w drzwiach pojawił się otwór, a w nim świdrujące oko.

- Cz - czego chcecie? - spytał głos.

- Jesteśmy wędrowcami przybywającymi dopomóc szczęściu Minas Troney. Jam jest Goodgulf Szarozęby. Czarodziej wyjął z portfela pognieciony świstek papieru i wsunął go w otwór.

- C - coto?

- Moja wizytówka - odparł Goodgulf. Natychmiast wróciła do niego w tuzinie kawałków.

- Stewarda nie ma. Na wakacjach. Żadnych ak - akwizyto - rów! Otwór zamknięto z trzaskiem.

Jednak Goodgulfa niełatwo było wystrychnąć na dudka i choch­liki widziały, że rozzłościła go taka bezczelność. Jego oczy powoli zaczęły wychodzić z orbit, przybierając wygląd dwóch mandary­nek. Zadzwonił ponownie, długo i głośno. Oko znów zamrugało przez otwór napłynęła woń czosnku.

- T - to znowu ty? Mówiłem, b - bierze prysznic.

I dziurkę znów zamknięto.

Goodgulf nic nie powiedział. Sięgnął za pazuchę swojej ma­rynarki w stylu Mao i wyjął czarną kulę, którą Pepsi w pierwszej chwili wziął za mallomar ze sznurowadłem. Czarodziej podpalił cygarem koniec sznurówki i wrzucił kulę do otworu na listy. Potem uciekł za róg, a chochliki rzuciły się w jego ślady. Rozległo się donośne bum! i kiedy chochliki wyjrzały zza muru, drzwi znikły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

Wszyscy trzej dumnie przemaszerowali przez dymiący portal. Zaraz napotkali niechlujnego, starego gwardzistę, który ocierał sadzę z załzawionych oczu.

- Możesz powiedzieć, że Goodgulf Czarodziej oczekuje na audiencję.

Trzęsący się ze starości wojownik skłonił się z szacunkiem i poprowadził ich przez duszne korytarze.

- S - Stewardowi to się n - nie spodoba - wychrypiał strażnik.- już od lat n - nie wychodził z pałacu.

- Czy lud się nie burzy? - spytał Pepsi.

- Cz - czasami - zapluł się stary.